Wszystko zaczęło się od czytania czyichś blogów, jeszcze przed 2010 rokiem. Później zaczęło się pisanie „krótkodystansowe” – blog istniał, dopóki miałam Internet  w domu. A ten miałam czasem przez pół roku, czasem przez wakacje. Kiedy umowa się kończyła, blog był kasowany. Bo jakoś nie pasowało mi pisanie z kafejki. A z pracy pisać… Nie, nie wypadało. W pracy się pracowało, a nie odwalało prywatę! Przynajmniej ja tak twierdziłam.

Nigdy nie przyszyło mi na myśl, żeby wpisy sobie archiwizować – wtedy nie było na darmowych platformach blogowych funkcji eksportowania zawartości na dysk komputera, przynajmniej nie tam, gdzie pisałam. Funkcję tę wprowadzano dopiero, gdy platforma miała zostać zlikwidowana, ale chciano dać Blogowiczom szansę na łatwe przeniesienie zawartości ich blogów gdzie indziej.

I tak schodziło i schodziło. W 2013 roku pisałam blog przez kilka miesięcy, ale jakoś znów się urwało… Tym razem powodem na pewno nie była przerwa w dostawie Internetu. Być może stwierdziłam, że „powiedziałam już wszystko, co miałam do powiedzenia”. Znalazłam fragmenty tego bloga na Historii Stron. I powiem szczerze – naprawdę żałuję, że nigdy nie archiwizowałam blogów. Czytanie wpisów sprzed lat pozwala nam zauważyć lepiej zmiany, jakie w nas zaszły – w sposobie myślenia, podchodzenia do pewnych problemów itd. Ale cóż – było, minęło. W każdym razie nigdy nie myślałam, żeby na blogu zarabiać – nigdy nie zakładałam bloga właśnie dla tego celu. Jeśli zdarza się taka szansa – nie wzgardzę, ale dziś piszę dla siebie i od siebie. Jeśli to się komuś przyda, będę się cieszyć. 
 
(Visited 4 times, 1 visits today)