Zdrowie

Zdrowotny koszmar pierwszych lat w przedszkolu / szkole

 

Pierwszego roku w żłobku / przedszkolu / szkole (zerówka) swojego dziecka boi się sporo rodziców, zwłaszcza tych, którzy w razie czego nie mają z kim zostawić chorego dziecka. Dziś pracodawcy z niechęcią patrzą na osoby często biorące zwolnienia na chore dziecko / opiekę nad dzieckiem.  Stad taki stres wielu rodziców i czasem chore dzieci idące do przedszkola, nafaszerowane antybiotykami i środkami przeciwgorączkowymi.

 

Z dziećmi bywa różne

Najprościej rzecz ujmując dzieci – pod względem zdrowotnym – można podzielić na kilka grup:

  1. Najbardziej odporne – chorują sporadycznie zarówno przed przedszkolem, jak i kiedy zaczną do niego chodzić
  2. Potrzebują 3 miesięcy, max jednego semestru przedszkola lub szkoły, aby przestać często chorować – później jest już tylko lepiej
  3. Chorują dość sporo przez cały pierwszy rok chodzenia do żłobka / przedszkola / zerówki, a później z każdym rokiem jest zdecydowanie lepiej
  4. Chorują latami, choć przed przedszkolem miały do 3 infekcji w roku

W powyższym „rankingu” nie uwzględniłam dzieci alergicznych oraz z problemami z układem immunologicznym – obie przypadłości wymagają konsultacji z odpowiednim lekarzem specjalistą.

Jak to przeżyć i się nie załamać?

Źródło: Pixabay.com

Czytając fora internetowe, natykałam się na wiele wpisów w stylu: ja już nie mogę tego wytrzymać; moje  dziecko idzie do przedszkola, chodzi może tydzień (często mniej) i zaraz znów zainfekowane i mamy z głowy tydzień / dwa lub nawet więcej – i tak przez cały pierwszy rok lub przynajmniej do ciepłej wiosny. Pomijając zmęczenie rodziców, trudno nie współczuć takiemu dziecku. Nawet jeśli katar i spowodowany nim ból głowy, gardła i kaszel to „niewinna infekcja” (wielu powie wtedy: „marsz do przedszkola!), to jednak to wszystko męczy dziecko. Gorzej się wtedy śpi, a więc i regeneruje.

Wszelkie rady i stwierdzenia typu:

  • to po prostu trzeba przetrwać
  • dziecko musi się wychorować

nic nie wnoszą i nie dodają sił i wg mnie należy je sobie po prostu darować.

Jak to przetrwać? Ja starałam się jak najwięcej czasu poświęcić dziecku, aby umilić mu ten przykry czas.

Czy można jakoś dziecku pomóc?

Źródło: Pixabay.com

Mogę tu zostać zlinczowana przede wszystkim przez pracujących na etacie rodziców, ale uważam, że nawet jeśli mamy do czynienia ze zwykłą „infekcją”, ale jednak z uciążliwymi objawami, dziecko powinno zawsze zostawać choć przez kilka pierwszych dni w domu – nawet jeśli nie ma gorączki. Organizm walczący z infekcją jest i tak osłabiony. Katar często powoduje ból głowy i utrudnia oddychanie. Kaszel – wiadomo, nic miłego.

Zainfekowany organizm uczy się walki z drobnoustrojami niezależnie od tego, czy dziecko zostanie w domu, czy pójdzie do przedszkola. W tym drugim przypadku dziecko jest narażone na „dozarażenie się” kolejnymi wirusami, a nadkażenie może skończyć się chorobą bakteryjną i mamy potrzebę podania antybiotyków. Zainfekowane dziecko dodatkowo zaraża inne dzieci, w tym te ze stale osłabioną odpornością. To niefajne.

W tym przypadku często jednak wygrywa to, że „rodzice muszą iść do pracy, a nie mają z kim zostawić dziecka„. Tylko, że dość często kończy się to i tak koniecznością wzięcia opieki nad dzieckiem, bo zwykła infekcja może przerodzić się w coś gorszego – z 3-5 dni w domu mogą się zrobić 2 tygodnie. 

Trzeba też pamiętać, że dzieci różnie znoszą objawy nawet „niezbyt poważnej infekcji” (choć tak naprawdę w przypadku dzieci nie można przesadnie nic bagatelizować) i przynajmniej przez pierwszy rok dziecka w jakiejkolwiek placówce edukacyjnej trzeba mieć na uwadze, że tych nieobecności związanych z infekcjami może być nawet więcej niż 50% całego roku.

Nawet 8 infekcji w roku?

Powszechnie przyjmuje się, że dziecko może złapać do 8, a nawet 10 infekcji w roku! I chodzi tu zazwyczaj o infekcje górnych dróg oddechowych. Jeśli dodać do tego ewentualne  jelitówki, grypy żołądkowe i zwykłe zatrucia pokarmowe, to może  będzie tego więcej. A każde dziecko choruje inaczej – jedne krócej, inne dłużej. W skrajnych przypadkach może to oznaczać nawet 80% nieobecności w przedszkolu w 1. roku chodzenia. Tylko, że ilości infekcji jakoś nikt nie przelicza na ilość tygodni, a szkoda…

Skąd ten stres?

Zazwyczaj rodzice są zestresowani częstymi chorobami dziecka, bo:

  • żal im dziecka męczącego się z objawami typu kaszel i gorączka + często znikoma przyjemność przyjmowania leków
  • mają problemy z pogodzeniem pracy z opieką nad często chorym dzieckiem, a „przecież trzeba zarabiać”
Źródło: Pixabay.com

W tym drugim przypadku zawsze mnie to zastanawia. Polityka prorodzinna w Polsce kuleje od lat. Problemy z pracą są, czy bezrobocie wynosi 15, czy 5 % – żaden pracodawca – ze zrozumiałych względów –  nie lubi ponosić kosztów pracy, kiedy pracownik jest w pracy w kratkę. Doskonale to rozumiem.

Jednak warto – jako przyszły rodzic – wziąć to pod uwagę już planując rodzicielstwo. I trzeba przy tym zakładać nawet najgorszą opcję – że pierwszy rok dziecka w przedszkolu będzie właściwie wyjęty z życiorysu zawodowego jednego z rodziców, jeśli ci nie mogą liczyć na dziadków, czy inną zaufaną osobę, przy opiece i to nad chorym dzieckiem. I piszę tu o pracy, do której trzeba chodzić, bo istnieje jeszcze opcja podejmowania zleceń wykonywanych z domu jako sposób podreperowania domowego budżetu przy jednej stałej pensji.

Rodzicielstwo to nie tylko zachwyt nad dzieckiem – to także te przykre elementy. To, że życie kosztuje, wiemy wszyscy i trzeba to brać pod uwagę zanim założy się rodzinę. Podchodzenie do tego w stylu „jakoś to będzie” kończy się zazwyczaj dodatkowym stresem związanym z problemem: jak pogodzić zarabianie na życie z infekcjami dzieci idących do przedszkola i to czasem dłużej, niż przez jeden rok.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *