Zdrowie

Jak to było z moim pęcherzykiem żółciowym?

Zaczęło się stosunkowo wcześnie – miałam jakieś 17,5 roku. Uwieranie w prawym boku nasiliło się tak, że – mimo strachu – udałam się do lekarza. Dostałam skierowanie na USG.  Okazało się, że mam nietypowo zagięty pęcherzyk żółciowy, w którym zaczynają się tworzyć złogi. Kiedy kolejne USG pokazało już zdecydowanie obecność kamieni żółciowych, internistka od razu chciała wysłać mnie pod skalpel.

Szpital miał wielkie oczy

Źródło: Pixabay.com

Szpital kojarzył mi się wtedy wyłącznie z ciężkimi chorobami, odrzucającymi salami wyłożonymi płytkami, niewygodnymi łóżkami, rozmowami pacjentów o chorobach, swego rodzaju uwięzieniem, nieprzyjemnymi zapachami i… śmiercią.
Dlaczego? Może dlatego, że wiele osób  z mojej rodziny zmarło w szpitalu – jedni ze starości i na skutek towarzyszących jej przypadłościom, inni przedwcześnie, na różne choroby lub na skutek kilku zbiegów niekorzystnych okoliczności.
Mojego samopoczucia nie polepszał fakt, że strasznie się tym wszystkim denerwowałam, co negatywnie wpływa na woreczek ze złogami.
Summa summarum, do szpitala nie trafiłam. Na tym etapie tworzenia się złogów, udało się zażegnać sytuację lekami i ziołami.

Minęło kolejnych 18 lat

Ze wstydem przyznaję się: kiedy zlikwidowałam problem złogów, po prostu przestałam robić kontrolne USG. Po drodze zdarzały się dziwne niezbyt fajne stany, jak bardzo dokuczliwe wzdęcia połączone z bólem w górnej części brzucha (3 razy), ale nie łączyłam tego z pęcherzykiem żółciowym. Ten już bez wątpienia odezwał się, kiedy skończyłam 36 lat. Doznałam kilku dokuczliwych jego ataków.
USG wykazało liczne mniejsze i większe złogi i pogrubione na skutek stanu zapalnego ścianek woreczka. I oczywiście skończyło się to wskazaniem konieczności usunięcia tego narządu. Przyjęłam wymagane dawki szczepionki przeciw żółtaczce i – ku mojemu zaskoczeniu – dostałam bardzo szybki termin zabiegu – od zgłoszenia się do szpitala celem ustalenia daty do laparoskopii minęło 5 tygodni.

Pierwszy w życiu zabieg w znieczuleniu ogólnym

Wcześniej – w przeciągu kilku lat – wyrwałam wszystkie 4 ósemki (przy 2 chirurdzy nieźle się namęczyli) oraz cesarkę w znieczuleniu „miejscowym” (byłam przytomna). Nigdy wcześniej jednak nie przechodziłam operacji w znieczuleniu ogólnym. Tym bardziej więc bałam się tej operacji.

Źródło: Pixabay.com

Na szczęście, wszystko poszło dobrze. Sam sposób „zapadania w niebyt” różnił się nieco od mojego wyobrażenia o tym stanie, ale powiem szczerze, że raczej było to pozytywne zaskoczenie.

Moje życie bez woreczka żółciowego

Żyję bez woreczka już od października 2015. Niestety, przytyłam i trudno mi schudnąć. Ale wiek też robi swoje. Jestem pewna, że moja aktualna nadwaga to wina nie tylko braku pęcherzyka. Ogólnie czuję się lepiej, niż z woreczkiem pełnym złogów i przechodząc co i rusz ataki. W moim woreczku było sporo małego „gruzu” kilka kuleczek o średnicy ok. 0,5-0,6 cm  i jeden kamień o kształcie i wielkości przepiórczego jaja.  Trudno zadawać mi dziś pytanie: czy żałuję, że wycięłam pęcherzyk żółciowy? Nie, bo nie miała wyboru i to jasne w mojej sytuacji. Jakikolwiek upór w mojej sytuacji i decyzja, że nie wycinam byłby zwykłą głupotą.
Nikomu nie będę doradzać: wycinać, czy zostawić woreczek żółciowy. Każdy przypadek jest inny i należy brać pod uwagę swój ogólny stan zdrowia oraz „historię choroby” dotyczący kamicy żółciowej. Na pewno jednak nie należy zwlekać, jeśli zaczęły się ataki i jeśli złogi są spore – jak ten mój największy.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *