Nauka języków obcych – dla jednych łatwizna, dla innych zmora

Im bliżej dzisiaj, tym trudniej żyje się bez chociaż podstawowej znajomości choć jednego języka obcego – jeśli miałby być jeden, warto, żeby był to angielski. Takie czasy. Dzisiaj nie przejdą już uzasadnienia przeciwko:

  • mieszkam w Polsce, mówię po polsku
  • nie będę wyjeżdżać za granicę, więc po co się męczyć?
  • jak ktoś przyjeżdża do Polski, to już jego problem, jak tu się porozumieć.
Źródło: Pixabay.com

„Problem” polega na tym, że – dzięki licznym mediom – w tym przede wszystkim Internetowi – świat bardzo zmalał pod wieloma względami. Wszelakiego rodzaju praca i kontakty międzyludzkie, zakupy, rezerwacje (…) – wszystko to stało się łatwiejsze, jednak w wielu przypadkach trzeba znać choć podstawy przynajmniej języka angielskiego. Kto choć raz użył jakiegokolwiek „tłumacza on-line”, ten wie, że to pomocne narzędzie, ale nie idealne – często otrzymujemy tłumaczenie w stylu „Kali jeść, Kali pić”. 
Żeby świat faktycznie stał do nas otworem (tym właściwym), warto jednak poznać choć podstawowe tajniki chociaż języka angielskiego, ale i znajomość jeszcze innych języków wcale przy okazji nie zawadzi. Zdarza się, że znajomość jednego języka ułatwia naukę innego.

A ja się uczyć nie będę!

Źródło: Pixabay.com

Pamiętam moje początki nauki języka angielskiego w szkole podstawowej. Pomijając mojego pecha do szkolnej nauki tego języka zarówno w podstawówce, jak i liceum, początki miałam naprawdę trudne, bo… Kiedy pierwsze słówka nie chciały ot tak wejść same do głowy, zaczęłam się buntować. Każda domowa powtórka materiału przerobionego na lekcji zaczynała się łzami w oczach. Później jakoś szło, bo musiało…
Niestety, typowo szkolna nauka języków obcych bywa drętwa i nastawiona jest na wkuwanie, a nie na komunikację. To przykre, ale chyba przez ostatnie 30-25 lat niewiele się zmieniło pod tym względem. Przynajmniej w samej szkole.

A może jednak…?

Ale w międzyczasie „pod strzechę” zawitał Internet, przez który można…  szukać materiałów na dany temat nie tylko z polskich źródeł oraz zawierać nowe znajomości! I to właśnie one najczęściej powodują, że z chęcią zaczynamy uczyć się danego języka. Wszystko po to, aby móc w pełni korzystać ze źródeł obcojęzycznych (jak już ustaliliśmy, tzw. translatory on-line wciąż nie radzą sobie z wieloma zdaniami najlepiej, choć miewają swoje walory użytkowe) oraz zacząć się z kimś porozumiewać. Wtedy w praktyce przekonujemy się, po co tak naprawdę uczymy się języka obcego i że … to może być „fajne”.
Tak było i ze mną. Kiedy okazało się, że wiele osób poznanych przeze mnie via Internet (fora internetowe, fan cluby itd.)  lubi te same filmy, co ja, że bynajmniej nie mam „dziwnego” (a po prostu inny) gust od osób,  z którymi mam styczność w „realnym świecie” i nareszcie mam o tym z kim pogadać – wtedy tak naprawdę zaczęła się moja prawdziwa nauka języka angielskiego. Zaczęłam szybciej zapamiętywać słówka i całe wyrażenia, czy konstrukcje zdań, bo kiedy ich potrzebowałam, musiałam:

  • sama je wyszukać
  • użyć w zdaniu
  • zapisać raz, czasem nawet przepisać raz i drugi

i nagle okazywało się, że je pamiętam i używam w kolejnych sytuacjach i komunikatach!
Muszę też przyznać, że gramatykę angielską pomogła mi ogarnąć publikacja Język angielski. Repetytorium Gramatyki z ćwiczeniami autorstwa B. Jasińskiej, J. Jaślan i M. Woytowicz-Neyman. To już dość „leciwa” publikacja (2001), jednak nie spotkałam nic nowszego, co by w tak jasny sposób przedstawiało problemy gramatyczne wraz z możliwością ich praktycznego utrwalenia i – co najważniejsze – z rozwiązaniami zadań na końcu. Jeśli więc uczysz się sam/-a, możesz sprawdzić, czy dobrze coś zrozumiałeś/-aś. To istotne, żeby nie utrwalić sobie czegoś z błędem.

Jeśli nie niemiecki, to może włoski, francuski lub hiszpański?

Często dana szkoła proponuje naukę języka angielskiego i drugiego, ale bardzo konkretnego języka, bez możliwości wyboru przez ucznia – czyli np. niemiecki i tylko niemiecki. Tymczasem ktoś może dobrze sobie radzić z angielskim i np. włoskim, ale z niemieckim już niekoniecznie.

Źródło: Pixabay.com

Prawdopodobnie – mając ww. motywację (kontakty towarzyskie, czy biznesowe), zmusiłby się to nauki i jakoś język, do którego nie pała zainteresowaniem i „predyspozycjami” ogarnął, ale na poziomie i w systemie szkolnym może to być po prostu trudne. Można to trochę porównać do innych przedmiotów: jednym lepiej idzie historia, innym biologia, bo to wynika z zainteresowań, czy właśnie predyspozycji, ale języki obce to jednak trochę inny temat.
Ktoś, komu „nie idzie” narzucony odgórnie j. angielski może nabyć błędnego przekonania, że w ogóle nie ma zdolności językowych. Po latach może się okazać, że  to tylko z angielskim było mu „nie po drodze”, ale np. włoskiego nauczyłby się chociaż jako-tako.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *