Złożyłam wniosek o nowy dowód

Tak, dekada prawie minęła i czas zainteresować się wyrobieniem nowego dowodu. Powinien być on – w moim przypadku – gotowy do mniej więcej połowy kwietnia.

Zważywszy na obecne warunki, niechętnie myślałam o pójściu do fotografa i urzędu. Tymczasem wszystko poszło, jak po maśle, a mnie teraz pozostaje już tylko czekać na mój nowy, 4. już w życiu dowód osobisty.

 

Nie lubię się fotografować!

Nie lubię i już! Urodą nie grzeszę, ale co istotniejsze – uważam, że jestem po prostu niefotogeniczna. Nie, to nie próżność, to fakt. Ale trudno – do dokumentów stwierdzających tożsamość trzeba fotkę zrobić i już.

 

Od kilku lat m.in. do dowodu jest potrzebne zdjęcie biometryczne. Można je zrobić u fotografa, a odkąd mamy dość dobre telefony w smartfonach, nawet w domu – wystarczy spełnić kilka warunków, aby tak zrobiona fotografia została zaakceptowana przez urząd. Jeśli nie damy rady sami zrobić retuszu (zlikwidować niedoskonałości cery, wstawić białego / jasnego tła, jeśli w domu takowym nie dysponowaliśmy), można je później wysłać do firmy, która pomoże nam w tej sprawie.

 

I powiem szczerze – i ja próbowałam skorzystać z tej opcji, bo chciałam złożyć wniosek o dowód zdalnie. Robiłam fotkę telefonem (głównym aparatem, nie tym do selfie) i cyfrówką bacząc, by spełnić wymagania zdjęcia metrycznego. Niestety, firma obydwa zdjęcia mi odesłała, bo podobno były „zbyt słabej jakości”, choć nie wspomniano dokładnie, co jest z nimi nie tak. Tylko tyle z tego dobrego, że szybko oddali kasę (30 zł za retusz i wklejenie białego tła – trochę drogo – ja w tej cenie miałam u fotografa retusz i 8 zdjęć tradycyjnych) i za to dostają ode mnie plusa.

Przy tej okazji znalazłam jeszcze aplikację na smartfon, która ma ułatwiać samodzielne zrobienie zdjęcia do dokumentów, jednak ma ona pewne wady, więc jej nie polecam (aż 19 zł za lepszą rozdzielczość zdjęcia i białe tło albo darmowe zdjęcie z tak słabą rozdzielczością, że na pewno żaden urząd go nie przyjmie).

Osobiście zalecam daleko idącą ostrożność przy wyborze tej opcji – nam zdjęcie może się wydawać OK, a w urzędzie zawsze mogą powiedzieć co innego.

 

Pozostało mi więc iść do fotografa. Tutaj kobieta kazała mi zdjąć okulary, choć chodzę w nich non stop od 2. roku życia – wymaga tego wada +5 (specjalnie miałam takie, które nie zasłaniają ani oka, ani brwi) – powiedziała, że w tym miasteczku urząd odrzuca zdjęcia zrobione z okularami. Cóż, zrobiłam więc bez okularów. Co za różnica, i tak na zdjęciach do dokumentów wychodzę co najwyżej tak sobie – na szczęście ja nie muszę ich później zbyt często oglądać, a będzie czym straszyć, jak będę się legitymować :)).

 

I tu dochodzę do pewnego „ale”. Żyjemy w czasach, kiedy część osób woli załatwiać sprawy urzędowe przez Internet. Tymczasem ja „w cenie” otrzymałam 8 tradycyjnych kopii zdjęcia, kiedy do dowodu pobrano ode mnie w urzędzie JEDNO. Tak, mogłam sobie fotkę wskanować i załatwić sprawę online, jednak obawiałam się jednego. Gdybym otrzymała np. na e-mail oryginalne wykonane przez fotografa zdjęcie, byłoby ono w świetnej rozdzielczości i nikt by się nie doczepił. Czy ucierpiałoby pod tym względem po skanowaniu, trudno mi powiedziećwolałam nie ryzykować i nie tracić czasu ryzykując, że przekroczę termin, gdy powinnam już mieć nowy dowód.

Mam nadzieję, że choć w większych miastach co któryś fotograf proponuje przesłanie klientowi ich fotografię także w wersji cyfrowej np. na e-mail. Jeśli nie, najwyższy czas zacząć to zmieniać!

 

W urzędzie (mała miejscowość) na szczęście zero kolejki. Zadzwoniłam, pani przyniosła mi formularz, który wypełniłam na miejscu i oddałam wraz z 1 zdjęciem. I teraz czekam.

 

Taka mała dygresja od głównego tematu. Mój pierwszy dowód była to ta słynna zielona książeczka. Wyrobiłam go w 1997 roku, krótko po ukończeniu 18 lat.

Na wyrobienie kolejnego nie czekałam 10 lat, bo w międzyczasie był deadline na wymianę „książeczki” na „plastik”. Czekałyśmy z tym z moją Mamą niemal do końca danego odgórnie czasu. Wystałyśmy się w kolejce za wszystkie czasy. Mieszkałam wtedy w Krakowie – duże miasto = dużo ludzi -> dużo takich, co odkładają wszystko na ostatnią chwilę.

 

I później przeprowadzka w 2011 roku – tuż przed tym zgubiłam lub skradziono mi dokumenty (dowód i prawo jazdy). Fakt zgłosiłam na Policji i w banku. Oczywiście dokumenty i tak musiałabym wymienić po zmianie adresu zamieszkania.

 

I tak heca hecą, lata lecą – od dowodu do dowodu.

(Visited 1 times, 1 visits today)