5 rzeczy, które mogą denerwować w sklepach stacjonarnych

Kilka lat temu przekonałam się do robienia zakupów w sieci, jednak nie wszystko mogę kupić tą drogą.  Odpadają: odzież, buty i kosmetyki, których nie znam. Lubię jednak co jakiś czas pójść do „sklepu stacjonarnego” i trochę sobie pobuszować.  Czy jednak takie zakupy mają dla mnie same dobre strony? Niestety nie.

Co najbardziej denerwuje mnie w zakupach w tradycyjnych sklepach?

  1. A mogę być winna grosza, dwa, pięć? – zjawisko „stare jak świat”. A konkretnie, odkąd nastąpiła ostatnia denominacja w latach 90. XX wieku.
    Źródło: Pixabay.com

    Od tego momentu wiadomo, jakie mamy nominały bilonu i banknotów, skąd więc te braki w drobniakach w tylu  sklepach i to powtarzające się notorycznie? Dlaczego tylu właścicieli / kierowników sklepów nie zadba o to, żeby kasjerzy mogli uzupełniać sobie grosze i złotówki? Istnieje też inne rozwiązanie problemu: rezygnacja z groszowych końcówek w cenach. Jakby tak każdy z nas liczył skrupulatnie każdy grosz „darowany” w sklepach, bo nie było jak wydać, po kilku latach pewnie uzbierałoby nam się „góra grosza”. I teraz pytanie: czy równie łatwo, jak darowanie tych drobniaków przyszłoby nam rzucanie od czasu do czasu tego grosza na ziemię? To, że o grosze w kasach można regularnie dbać, udowodnił mi już jeden sklep w Krakowie należący do dużej sieci. Czy to wtorek, czy sobota, rano lub późne popołudnie – kasjerzy mają tam czym wydawać i uzupełniać braki w bilonie. Nie psioczą za zakupy za 12,37 zł, gdy płacę stówką, bo już drobniej po prostu nie mam. Taki stan trwa już od dobrych kilku lat! Z kolei w sklepie innej sieci, w zupełnie innym województwie już usłyszałam, że nie jestem przygotowana do zakupów, bo za zakupy o wartości 7,25 zł wręczam pani banknot 50-złotowy po tym, jak w innych sklepach po prostu „wyszły mi drobne”, bo każdy prosił o końcówkę.

  2. Brak możliwości płacenia BLIKiem, choć sklep posiada terminal płatniczy. Z tej formy płatności zrezygnowała lub jeszcze nie zdecydowała się pewna sieć sklepów z ciuchami, zabawkami, art. szkolnymi i do wystroju wnętrz. Dlaczego? Żadna kasjerka tego nie wie.  Swoją drogą – ciekawe, czy to dla sklepu jakiś problem? W pobliskim małym miasteczku na szczęście można używać BLIKa w coraz większej liczbie sklepów.
  3. Źródło: Pixabay.com

    Kiedy chcę sama pooglądać co „tu dają” zawsze zjawi się (nad)gorliwy pracownik z pytaniem: czy mogę w czymś pomóc? Natomiast, gdy potrzebuję pomocy pracownika sklepu, w zasięgu wzroku żadnego pracownika nie ma albo wszyscy biegają tak szybko, że żaden „nie daje się złapać” i w ogóle nie zwracają uwagi na klientów.

  4. Inna cena pod produktem na półce, inna wychodzi na kasie – najczęstsze tłumaczenie: promocja się skończyła.
  5. Pytanie: a jest nasza karta / aplikacja? Rozumiem, że kasjerzy mają „prikaz”, żeby to pytanie zadawać – celem przypomnienia lub informacji, że coś takiego istnieje. Wygodniej by było jednak wywiesić przy kasach stałe informacje, że coś takiego istnieje albo coś w rodzaju: Przygotuj swoją kartę / aplikację naszej sieci / naszego sklepu.
(Visited 1 times, 1 visits today)