Od strony do bloga

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z Internetem (marzec – kwiecień 2001), popadłam w błędne przekonanie, że jeżeli jakaś strona zaistniała w sieci, to już na zawsze. Blogowanie dopiero raczkowało, a o mediach społecznościowych w dzisiejszym rozumieniu jeszcze nikt nie słyszał. Przez długi czas byłam wyłącznie odbiorczynią treści zamieszczanych przez innych. Wraz z biegiem czasu zorientowałam się, że aby mieć stronę, trzeba znaleźć dla nie jakieś miejsce, czyli hosting. A nie zawsze był on za darmo.

Czy dało się jednak za to nie płacić? 

Wtedy dość często tak.

Do pewnego momentu istniało sporo miejsc, gdzie można było założyć blog lub swoją witrynę internetową za darmo. Było to dobre rozwiązanie, np. w przypadku projektów prywatnych albo do szkoły, a takich było wtedy sporo. Nikomu nie przeszkadzało, że m.in:

  • miał ograniczony wpływ na nazwę strony i musiał się zgodzić na domenę narzucaną przez usługodawcę (dziś dobrym przykładem są choćby twojazanwa.blogspot.com, twojazanzwa.wordpress.com, twojanazwa.simplesite.com itd)
  • na jego stronie mogły pojawiać się reklamy narzucone przez usługodawcę i było to oczywiste, bo „na wszystkich stronach www wyskakiwały jakieś reklamy, pojawiały się banery, linki polecające” itd.
  • miał do dyspozycji niewiele miejsca na pliki
  • musiał albo umieć jakiś język pisania stron lub znaleźć program typu WYSIWYG (zwykle trzeba było za nie płacić), a później wgrać pliki albo przez tzw. klienta FTP lub odpowiednią funkcję ładowania plików z dysku proponowaną przez swojego usługodawcę / hostingodawcę w ramach założonego tu konta.

Później typowe strony www zaczęły być – nomen omen – domeną firm i instytucji, a osoby prywatne powoli przerzuciły się na blogi.
Przez długi czas mało kto miał wątpliwości w stylu:

  • gdzie pisać blog?
  • wybrać darmową platformę blogową, czy wykupić sobie hosting? (pisanie „za darmo” było do pewnego momentu czymś oczywistym, bo ludzie pisali „z potrzeby serca”, a nie zarobku na pisaniu; nikt nie myślał o „tworzeniu własnej marki”, czy „pracowaniu na własną wiarygodność”)
  • o czym pisać blog? Ludzie pisali o swojej codzienności, rodzinie, rodzicielstwie, czy pasji – o tym, co czuli i czym się chcieli podzielić -czasem było to tez ich rękodzieło, czy wiersze.

Dzisiaj nie istnieje już spora liczba stron, które odwiedzałam – choćby w związku z moimi zainteresowaniami – przed 2010. Najstarsza odwiedzana przeze mnie strona, istniejąca do dziś, ma – wg posiadanych przeze mnie danych – 19 lat, jednak od już kilkunastu nic nowego się tu nie dzieje. Nie są aktualizowane nawet informacje w zakładce „o mnie” (czyli autorce owej witryny, która od 19 lat jest nastolatką, której nie przybył ani jeden rok w dowodzie osobistym w legitymacji szkolnej i nadal pisze, że ma 15 lat – i nawet nie wiadomo, czy miała tyle zakładając bloga, czy przy ostatniej aktualizacji, jeszcze sprzed 2010 roku)).

  A dziś jak to jest z tym pisaniem – nawet z założenia „tylko dla siebie” lub po prostu totalnie niekomercyjnie? Czy wszyscy autorzy takich miejsc wciąż pozostają na nielicznych już darmowych platformach? Otóż nie. Ale o tym w odrębnym wpisie.

Author: paniokularek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *