Mój numer? Nie pamiętam! Przecież do siebie nie dzwonię! Ten i inne problemy z numerami

Należę do tego pokolenia, które ma prawo jeszcze pamiętać czasy, kiedy telefon stacjonarny był rarytasem, a numer przydzielano czasem po całych latach od złożenia przez abonenta wniosku. Np. moja mama złożyła takowy jeszcze w latach 70. XX wieku, a numer przydzielono nam w okolicach Bożego Narodzenia ’89 lub ’90. I jakoś nikt z nas nie miał problemu z zapamiętaniem początkowo kombinacji 6 cyfr (bez kierunkowego), a później jeszcze 7., którą dodano po kilku latach na początku numeru. Wtedy w ogóle chyba ludzie szybciej przyswajali sobie tę informację, a jeśli już musieli, mieli wpisany swój numer w jakimś notesie, żeby – w razie czego – skonfrontować swoją pamięć z faktami.

 

Dlaczego więc dzisiaj, kiedy spyta się kogoś o jego numer, tak często można usłyszeć odpowiedź: Nie pamiętam, przecież ja do siebie nie dzwonię? Założę się, że osoby takie mogą nie pamiętać ani jednego numeru ze swojej książki numerycznej, nawet tych, pod które jednak dzwonią przynajmniej raz na kilka dni. Po co więc taki komentarz? Czy nie lepiej po prostu zajrzeć do notesu lub skorzystać z opcji „Mój numer”, który warto mieć zapisany w kontaktach telefonicznych? Wciskasz zieloną słuchawkę i odpowiedź masz niemal od razu.
A przecież dzisiaj swój numer trzeba podać u lekarza (przynajmniej w wielu poradniach mnie o to proszono), w szkole swoich pociech, w serwisie, kiedy oddajemy coś do naprawy, czy nawet dokonując zakupów przez Internet, na wypadek problemów z zamówieniem, czy dostawą.

Miałam jeszcze inny problem i to już dwukrotnie – dotyczył on dwóch różnych numerów.

Pierwszy przypadek miał miejsce jesienią 2015. Szłam wtedy na krótko do szpitala celem wycięcia woreczka żółciowego. Wprawdzie pobyt miał być krótki, ja jednak chciałam mieć normalny kontakt z najbliższymi. Tyle, że obawiałam się o telefon. Wzięłam więc jakiś stary model, wrzucony do szafy jako rezerwowy i kupiłam tymczasowy numer na kartę (wtedy nie trzeba było jeszcze takowych rejestrować – wystarczyło włożyć kartę sim do telefonu, doładować i voila). Minęła operacja i kolejne dwa tygodnie. Pewnego dnia na ten tymczasowy numer zadzwonił do mnie ktoś ze stacjonarnego telefonu z Warszawy. Pani przedstawiła się, że jest z serwisu komputerowego i można już komputer odebrać. Grzecznie poinformowałam ją, że mieszkam w innym województwie (ościennym, ale jednak innym) i w życiu nie oddawałam w Warszawie nic do naprawy. Dla pewności zapytałam, pod jaki numer chciała się dodzwonić – wyrecytowała mój tymczasowy. Zasugerowałam, że klient się pomylił, bo ten numer należy do mnie, a ja kupiłam go jako nowy (do wyłamania z karty).

Taka dygresja: rozumiem, że numery często wracają do puli operatora. Po jakimś czasie może je dostać ktoś inny, co wiąże się czasem z uciążliwymi telefonami np. z windykacji, jeśli poprzedni abonent miał z tym problemy. Ale przecież, jeśli numer trafia do sprzedaży w starterze, to już sama produkcja startera chwilę trwa; później trafia on do magazynu lub hurtowni i wreszcie do sprzedaży w salonie lub innym sklepie. To na pewno dłuższa droga od poprzedniego do aktualnego abonenta. W takich przypadkach częściej chyba mamy do czynienia z pomyłką jednej cyfry, czy też czeskim błędem, jeśli dzwoni do nas ktoś obcy, pytając o jakiegoś Piotra, czy Milenę X i uparcie twierdząc, ze właśnie taki numer od tej osoby otrzymał jako kontaktowy. Koniec dygresji.

Po kolejnych 2 tygodniach otrzymałam następny telefon z tego samego serwisu. Tym razem już stanowczo powiedziałam, że numer należy do mnie i informuję o tym po raz 2. i ostatni. Czy dzwonili za kolejne 2 tygodnie? Nie wiem. Nieco wnerwiona wykorzystałam środki, które pozostały na karcie i pozbyłam się simki.

 

Z podobnym problemem, ale już na większą skalę spotkałam się latem zeszłego roku. W kwietniu 2019 kupiłam córeczce numer na kartę. Też nie wzięłam go z puli operatora (tzn. nie przydzielił nam go pracownik salonu spośród numerów dostępnych w systemie komputerowym), tylko kupiłam w starterze. Wszystko było OK do końca lipca, czyli ponad kwartał. A w sierpniu zaczęły przychodzić na ten numer SMSy z banku o aktywację bankowości internetowej, we wrześniu z info o założonym wniosku o pożyczkę (w tej sprawie dzwoniła nawet pani z banku i wymieniła imię i nazwisko mężczyzny, z którym chciała w tej sprawie rozmawiać, więc zdecydowanie nie chodziło o nas). Zaczęły się też telefony i SMSy od osób prywatnych – zawsze chodziło o kontakt z mężczyzną, który miał podać właśnie ten numer do kontaktu ze sobą. Podał go też w sklepie należącym do sieci sprzedającej RTV-AGD, bo przyszła wiadomość o realizacji jakiegoś zamówienia i terminie dostawy. Przez blisko 1,5 miesiąca był spokój, po czym  znów próbowano się pod ten numer dodzwonić  z 2 numerów komórkowych i przyszedł SMS od zupełnie nieznanej mi osoby. Nie odpowiedziałam i nie oddzwaniałam, bo od pewnego czasu nie doładowuję tego feralnego numeru, ale zastanawiam się w czym rzecz.
Raz – tylko raz – oddzwoniłam z tego numeru do kogoś, kto pod niego zadzwonił. Ale mimo, że między telefonami minęło najwyżej 5 minut, rozmówca nie pamiętał, że dzwonił pod taki numer. Co ciekawe, jest on dość prosty do zapamiętania, więc „o co kaman”?  Jakiś roztrzepany kurier? Ale nie pamiętałby, do kogo dzwonił chwilę temu? Nie mógł zajrzeć w papiery ostatnich adresatów przesyłek? A jak nie kurier, to kto? Na pewno ktoś, kto akurat prowadził samochód…
Już w styczniu br. znów telefon na ten numer. Być może z jakiejś instytucji lub urzędu i znów pytają o tego gościa. I znów musiałam tłumaczyć sytuację.

Podsumujmy

Jakiś mężczyzna od początku sierpnia 2019 podaje „nasz numer” (kupiony przez nas kwartał wcześniej) znajomym, w sklepach i banku. Czy nie zastanowiło go, dlaczego nie przychodzą mu SMSy aktywacyjne i potwierdzające pewne czynności z banku (też związane z zakładanym na świeżo – jak można było wywnioskować z treści 1. wiadomości – rachunku), czy sklepu? Czy nikt ze znajomych nie dał mu znać, że nie może się do niego na ten numer dodzwonić albo, że odbiera jakaś „obca baba” wypierająca się jakiejkolwiek znajomości z nim? Już nie mówiąc o braku odpowiedzi na SMSy, czy też o okolicznościach świadczących o tym, że wiadomość do właściwego adresata nie dotarła, bo – np. ten nie oddzwonił, czy nie udzielił odpowiedzi na dane pytanie? A – jak widać – mamy do czynienia – z masowym podawaniem tego numeru, a nie 2-3 osobom. Ktoś był tak pewny, że świetnie pamięta „swój numer”, że podał go także w banku!
Problem jest o tyle prosty do rozwiązania, że to numer na kartę – fakt, jeszcze przez kilka miesięcy ważny i zarejestrowany na moje nazwisko. Ale o wiele łatwiej go jednak zmienić, niż numer na abonament. Nie chodzi tylko o sposób zmiany takiego numeru na inny, ale o samą dość nieprzyjemną sprawę, bo co to za przyjemność otrzymywać wiadomości, które nie są do nas kierowane? Ba, dotyczą osób zupełnie nam nieznanych i tak naprawdę nie wiadomo, kto to w ogóle jest… A jeśli dana osoba spróbuje użyć go w celach płatnych, np. korzystać z tzw. płatnych prenumerat? Kiedy mam numer na kartę, poniosę stratę do wysokości środków obecnych na koncie, a w przypadku abonamentu? Nie mając odpowiednio wcześnie załączonych odpowiednich blokad, można później nieźle beknąć za nie swoje pomysły.

To nie odosobniony przypadek

Trochę podobną – ale bardziej uciążliwą sytuację – miała (czy może nadal ma, bo wpis jest sprzed kilku lat) użytkowniczka pewnego forum. Tyle, że ona ma / miała problematyczny numer od „początków telefonii komórkowej w Polsce” i była jego pierwszą właścicielką. Nie ma więc mowy o tym, że dostała numer po innym abonencie.

Tak się zastanawiam – czy jest jednak możliwe, że dany numer bywa omyłkowo przydzielony 2 abonentom i raz wiadomości i rozmowy trafiają do jednej osoby, a raz do innej? Mój operator stanowczo zaprzeczył takiej możliwości, ale przecież nikt się ot tak ogólnie nie przyzna, że takie sytuacje jednak mogą mieć miejsce.  A tu kolejny artykuł, który o tym świadczy.

Telefony komórkowe miały nam ułatwić życie i tak zazwyczaj się dzieje. Jednak – jak widać – zdarzają się sytuacje, kiedy chce się  ochotę wyłączyć numer, a przed domem postawić sobie starą, poczciwą budkę telefoniczną celem kontaktowania się ze światem bez ponoszenia odpowiedzialności za pomyłki lub celowe działania osób trzecich… I pomyśleć, że kiedyś do takich budek były spore kolejki, a ludzie jednak cieszyli się, że jednak mają jakąś możliwość telefonicznego kontaktu.
Wraz z biegiem czasu dostajemy do rąk coraz nowsze możliwości, o których 30 lat temu jeszcze nikt nie marzył. Tyle, że wraz z rozwojem techniki pojawia się coraz więcej typowo ludzkich błędów, powodujących problemy ludzi bogu ducha winnych, ale i zamierzonych działań mających na celu – w najlżejszym przypadku kogoś „wkręcić” lub „mieć z kogoś bekę”, a w najgorszym razie napsuć komuś krwi i go oskubać.

Author: paniokularek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *