Strach przed techniką – rodzaj fobii?

Urodziłam się końcem lat 70. XX wieku. Od najmłodszych lat byłam ciekawa nowinek technicznych. Marzyłam o komputerze. Niektórzy moi rówieśnicy mieli takie urządzenia już w latach 80. Ja ledwo namówiłam rodziców na odtwarzacz video początkiem lat 90. I to tylko dlatego, że mój ojciec „na neutralnym gruncie” zobaczył, że to fajny sposób na obejrzenie w dowolnej chwili akurat takiego filmu, na jaki ma się ochotę (o ile był w wypożyczalni).

Ja i komputer

Lekcje informatyki w I klasie liceum (rok szkolny 1994/1995) spowodowały u mnie jednak strach przed komputerem. Polegały one bowiem na tym, że nauczyciel mówił, co trzeba wcisnąć, aby zrealizować zadanie, które ma być gotowe i zapisane na dyskietce na koniec lekcji (proces wieloetapowy, czyli wiele kliknięć w odpowiedniej kolejności). Inaczej groziła ocena niedostateczna na koniec lekcji.
Szybkość działania narzucona przez nauczyciela oraz totalny brak teorii wprowadzającej nas w świat pracy na komputerze w ówcześnie dostępnych systemach operacyjnych, spowodowały u mnie i u ponad połowy klasy niechęć, wręcz strach przed komputerem oraz przeświadczenie, że „to nie dla mnie”. W miarę odnajdywały się na tych lekcjach tylko osoby, które miały już względnie stałą styczność z komputerem, choćby u siebie w domu.

Przełamanie lodów

W 2001 roku, kiedy nasłuchałam się reklamy o jednej z pierwszych kafejek internetowych w moim mieście, postanowiłam udać się do analogicznego miejsca, które akurat powstało niemal naprzeciwko bloku, w którym mieszkałam. Moja wiedza nt. obsługi komputera z zakresu Internetu ograniczyła się do tego, co przeczytałam w 1. rozdziale książki o początkach w Internecie – co to jest pasek adresu i jak wyszukiwać zagadnienia. Nie wiedziałam jeszcze natomiast mnóstwa innych podstawowych rzeczy, jak choćby: jak zamknąć okno z przeglądaną stroną, czy jak założyć pocztę elektroniczną.
Jednak to co wiedziałam na początku, wystarczyło. To, oraz fakt, że nikt nie stał za moimi plecami z groźną miną i nie mówił do mnie półsłówkami, z których nic nie rozumiałam.
I tak zaczęłam się moja przygoda z Internetem i komputerem, która trwa do dziś. Osobom, które skończyły chociaż technikum informatyczne lub kilka kursów komputerowych może wydawać się, że to, co umiem dzisiaj, to niewiele. Jednak nauczyłam się tego sama, na własnych błędach i samodzielnie szukając rozwiązań.

Smartfon, a po co mi takie ustrojstwo?

Dosyć długo nie mogłam zdecydować się na wymianę zwykłego telefonu komórkowego na smartfon.

Być może chodziło o moje skromne zasoby finansowe i niechęć do pakowania się w abonament z telefonem na raty. Dziś mam już na tę sprawę inny pogląd, ale jeszcze kilka lat temu było właśnie tak: telefon na kartę / ewentualnie na mixa i zwykły aparat telefoniczny, który mogłam kupić za gotówkę = kosztujący do 300 zł.

W 2015 roku postanowiłam jednak coś w życiu zmienić. Na początek przestałam patrzeć, jak smartfony były wtedy użytkowane przez młodzież (wiadomo: rozmowy i krótkie wiadomości tekstowe były na szarym końcu). I nie żałuję. Dziś mam już chyba 4. smartfon pod rząd. I myślę, że już całkiem nieźle wykorzystuję możliwości tego urządzenia (tzn. nie konkretnie aktualnie posiadanego modelu, ale smartfona w ogóle).

Pomóc przezwyciężyć strach przed nowymi urządzeniami

Chyba tylko osoba, która chorobliwie się czegoś boi – ma fobię – może zrozumieć tę specyficzną niechęć niektórych osób do coraz to nowych urządzeń technicznych z zakresu telefonów, RTV i AGD. U niektórych osób problem tkwi w braku wiary w swoje możliwości: ja się tego nie nauczę. Później dochodzi więc próba wmówienia sobie i innym: bez tego można przecież żyć, więc po co ja mam się męczyć?

Tak ma wiele osób będących dziś wiekowo 60+.

Moja Mama musiała „na stare lata” nauczyć się obsługiwać nową pralkę, odtwarzacz video i DVD, komputer, komórkę i od zeszłego roku także smartfon. To sporo jak na osobę, która zaczynała to wszystko, mając na karku 70 lat (a dziś już więcej). Czasem musieć znaczy móc, bo nie ma innego wyjścia. Od niedawna dostaję od Mamy nie tylko telefony, ale i SMSy i MMSy. Mama umie już też zrobić smartfonem zdjęcie i wysłać. Dla mnie super, bo jeszcze rok temu Mama zarzekała się: ŻADNEGO SMARTFONA!!! Tu ważne było, że niektórych funkcji nowego aparatu telefonicznego uczyła ją osoba zbliżona do niej wiekiem – jej wieloletnia znajoma.
Mama korzysta też z Internetu na komputerze – m.in. z poczty, wyszukiwarki i Youtube. To sporo. A ja jej powtarzam – szukaj tego, co Cię interesuje, to pomaga.

Pomaga ciekawość świata

W pokonywaniu strachu przed nowinkami technicznymi pomaga sama ciekawość świata. Ważny jest więc otwarty umysł.

Oczywiście, nie wszyscy jesteśmy w stanie przekonać się do wszystkiego – ja np. wciąż wolę manualną skrzynię biegów w aucie od automatycznej. Dlaczego? Nie wiem. Może po prostu skrzynia manualna nie jest dla mnie problemem?
Jednak, czasem mamy wybór, a w innych sytuacjach niestety nie i trzeba nauczyć się czegoś, co miało do tej pory – niczym strach – „wielkie oczy”. Wielokrotnie zdarza się, że lepiej i szybciej czegoś się nauczymy, jeżeli pomaga nam w tym osoba zbliżona do nas wiekiem.
Pamiętaj: to Ty panujesz nad techniką, nie ona nad Tobą. To technika jest dla Ciebie, nie Ty dla niej. Gdyby pamiętali o tym wszyscy użytkownicy choćby mediów społecznościowych, pewnie nie byłoby takich zjawisk jak hejt, a w każdym razie nie na taką skalę.
Nie zatrzymamy  postępu, jednak każdy z nas może chociaż podjąć próbę takiego wykorzystywania dóbr rozwoju, aby nie przysłoniły nam one świata realnego.

Polecam

Artykuł
Technofobia nie jest nowym zjawiskiem

Author: paniokularek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *